czwartek, 30 maja 2013

Pięć warunków dobrej spowiedzi świętej

   Każdy, kto jest katolikiem, choćby dlatego, że został ochrzczony i był u pierwszej komunii świętej, wie, co to są warunki dobrej spowiedzi świętej. Ja zastanawiam się, po co one właściwie są, skoro znaleźć takiego, co by je spełniał, jest niezwykle trudno.
   1) Rachunek sumienia - w teorii najprostszy warunek. Chodzi o to, że przed spowiedzią należy poświęcić trochę czasu na to, by przypomnieć sobie wszystkie popełnione grzechy od momentu, gdy po raz ostatni było się u spowiedzi. A jak jest w praktyce? Często ten warunek jest w ogóle pomijany, grzechy na szybko są układane w pamięci tuż przed podejściem do konfesjonału, a co za tym idzie spowiedź jest byle jaka, bo część grzechów pozostaje zapomniana...
   2) Żal za grzechy - Jeden z dwóch najtrudniejszych do spełnienia warunków. Dlaczego? A kto z chodzących do spowiedzi tak naprawdę szczerze żałuje za to co zrobił. Za wszystko, co zrobił złego? Owszem, za niektóre czyny każdy z nas pewnie żałuje, ale czy za wszystkie, z których powinniśmy się spowiadać? Często żal jest po prostu nieszczery, a więc mówienie "więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie żałuję" jest po prostu zwykłą formułką nie mającą przełożenia na prawdę...
   3) Mocne postanowienie poprawy - Warunek najtrudniejszy. Wiele osób już idąc do spowiedzi dobrze wie, albo przynajmniej dopuszcza taką ewentualność (czasem wręcz planuje), że lada chwila popełni następny, konkretny grzech. Czyli innymi słowy nie planuje poprawy. Dwa najprostsze przykłady: 
a) rekolekcyjna spowiedź, po której idziemy do sklepu po wódkę lub inny alkohol, zakładając, że w święta wpadną goście, więc trzeba będzie wypić, zapewne tyle, że się niewiele będzie pamiętać... A co tam, najpierw do komunii w święta, a kilka godzin później popijawa...
b) Młoda para nie mająca jeszcze ślubu i w najbliższym czasie nie planująca. Mało jest takich, którzy nie uprawiają seksu. Ci ludzie, idąc do spowiedzi doskonale wiedzą, że w tej akurat kwestii żadnej poprawy nie będzie, że i tak będą to robić....
   4) Szczera spowiedź - Tu akurat nie powinno być wielkiego problemu, a jednak jest. Są bowiem osoby, które o niektórych kwestiach (grzechach) na spowiedzi nie mówią....
   5) Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu - i znów problem. Bo odmawiając pokutę zadośćuczynimy Bogu, ale bliźniemu? Na palcach jednej ręki można znaleźć osoby, które bliźniemu zadośćuczynią. No bo jak to, iść do kogoś i po dwóch miesiącach powiedzieć przepraszam? Przestać kłócić się z sąsiadem, który mnie non stop wkurza i wybaczyć mu? Naprawić wyrządzoną szkodę materialną tak po prostu, za darmo i bez zmuszania przez kogokolwiek? No to się przecież nam w głowie nie mieści...
   Jak widać spełnienie jakiegokolwiek warunku dobrej spowiedzi świętej wymaga wysiłku, a nam, ludziom, nie chce się wysilać... A do tego lepiej dla świętego spokoju wyklepać formułki i dostać rozgrzeszenie. Bo co byłoby, gdyby powiedzieć prawdę księdzu w konfesjonale? Na przykład taką. "Więcej grzechów nie pamiętam, ale nie za wszystkie żałuję i nie w każdym aspekcie życia jestem w stanie obiecać poprawę." Za szczerość zapewne zapłacilibyśmy cenę nie otrzymania rozgrzeszenia. Więc moje pytanie brzmi - lepiej jest kłamać przy konfesjonale (brak szczerej spowiedzi), czy lepiej mówić prawdę, ale nie spełnić drugiego i trzeciego warunku dobrej spowiedzi? Katolik myślący i rozważający ma jednak ciężkie życie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz